- CUDEŃKA CZERWCA - DOVE - GLISS KUR - MARION - YVES ROCHER - LIRENE - BELL - MISS SPORTY -

10:34 Ola Herman 1 Komentarzy

Czerwiec był ciężkim miesiącem, jeśli chodzi o nadmiar nauki. Czas sesji i stresu dał mi w kość. Jednak co by złego nie mówić, na szczęście wszystko poszło po mojej myśli. Dlatego pod koniec miesiąca, zaczęłam wakacje, a wszystkie nieprzespane noce wynagrodziła mi piękna pogoda, duża ilość lodów i duma z siebie, że dałam radę.

W cudeńkach znalazły się kosmetyki, które całkowicie zawładnęły moją pielęgnacją. Niestety, nie będzie ich tak dużo jakbym sobie życzyła. No ale w kończy liczy się jakość, a nie ilość. Myślę, że u was spiszą się równie dobrze, jak sprawują się u mnie. Wszystkie z nich można kupić w przystępnych cenach. Te kwestie powinny was znacząco przekonać do przejrzenia moich cudeniek. 


DOVE ADVANCED HAIR SERIES OXYGEN MOISTURE

Odżywkę, której nie kupiłam sama, a dostałam w spadku od mojej koleżanki. U niej całkowicie się nie sprawdziła, miała oklapnięte włosy i nie była z niej zadowolona. Po jej ocenie, nie byłam przekonana, czy cokolwiek zdziała z moimi dość zniszczonymi włosami. Jednak jakie było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że jej formuła wygładza moje włosy, nadaje im blasku, odżywia i daje im lekkości i objętości. Jest z tego miłość.. W dodatku posiada cudowny zapach. Będzie mi się ta nuta zapachowa kojarzyć z tym latem, z pewnością kupię już sama następne opakowanie. 

GLISS KUR EKSPRESOWA ODŻYWKA REGENERACYJNA

Kolejny produkt do włosów. To odżywka regeneracyjna do włosów matowych i łamliwych. Zawiera płynny jedwab i kompleks z keratyną. Dzięki temu, wygładza powierzchnię włosa natychmiast ułatwiając rozczesywanie. Aplikuję ją po umyciu i wysuszeniu włosów. Mają one wtedy zdrowy wygląd, nabierają miękkości, lepiej się układają, oraz moim zdaniem, są bardziej zabezpieczone przed wysokimi temperaturami w czasie ich stylizowania. Jako tako, nie mam problemu z rozczesywaniem, ale ta odżywka świetnie radzi sobie z puszystością i poskramia moją lwią czuprynę rano. A za to, zdobywa totalnie moje serce i uznanie.

MARION MGIEŁKA CHRONIĄCA WŁOSY - TERMOOCHRONA

To cacuszko jest tak często opisywane w blogosferze, ale swoje trzy grosze muszę dołożyć. Mgiełka ta, chroni przed wysoką temperaturą suszarki lub prostownicy. Unikalna formuła,którą zawiera posiada  kopolimery, które  pozostawiają na włosach specjalny filtr zabezpieczający. Włosy po prostowaniu mają piękny blask, ale nie tracą swojego nawilżenia i zdrowia, są dobrze zadbane. Jedynie co mi w niej przeszkadza to zapach, który jak dla mnie jest zbyt intensywny i wręcz duszący. 

YVES ROCHER SEBO VEGETAL GEL 

Żel do mycia twarzy dla skóry mieszanej i tłustej. Idealnie spisuje się w czasie trwających afrykańskich upałów. Doskonale oczyszcza skórę i pory, ale nie dopuszcza do pojawienia się uczucia ściągnięcia czy wysuszenia. Za to, skóra po jego użyciu jest mięciutka, delikatna i genialnie przygotowania do zaserwowania jej dawki kremu lub serum. Poleciła mi go moja przyjaciółka, a ona wie co dobre, dlatego nigdy jeszcze nie zawiodłam się na jej radach. 

DOVE POWDER SOFT 

Genialny, najcudowniejszy i doskonale chroniący. Chyba najlepszy antyperspirant jakiego kiedykolwiek używałam. Posiada idealny pudrowy zapach, który ja ubóstwiam. Zabezpiecza przed przykrym zapachem, chroni skórę, oraz nie pozostawia plam na ubraniach. Czego chcieć więcej. Ja z pewnością, kiedy będzie promocja, zrobię ogromne zapasy. 

LIRENE PEELING GRUBOZIARNISTY

Od dłuższego czasu, stałam się obsesyjną maniaczką na punkcie wszelakich peelingów. Szczególnie upodobałam sobie te do twarzy. Peeling ten jest gruboziarnisty, posiada wyciąg z czarnej borówki i owoców tamaryndy. Usuwa nadmiar sebum, oczyszcza, ale co ważne nie podrażnia skóry. Po jego aplikacji skóra jest jedwabista w dotyku, w znacznym stopniu odżywiona i ma ładny, zdrowy koloryt. 

BELL GLAM WEAR & MISS SPORTY COTY PARIS

Dwa kolorki, które notorycznie miałam na paznokciach stóp i rąk. To,że wprost choruję na takie kolory to wiem nie od dziś. Jednak te pobiły wszystko. Pierwszy od Miss Sporty, jest takim jogurtowym smaczkiem na poprawę humoru. A drugi, to wakacyjny koral od Bell, pięknie wygląda, gdy skóra nabierze opalenizny. Zasłużyły one na to miejsce, jak żadne inne lakiery z mojej kolekcji.


No i na koniec mały ale wysoki smaczek. Moje nowe sandałki. Love,love,love.


Jeżeli macie jeszcze jakieś pytania odnośnie tych produktów, to oczywiście piszcie z chęcią na nie odpowiem. A teraz, już się z wami żegnam i ściskam cieplutko. Tak ciepło, jak ten skwar, który właśnie u nas panuje. :D

Zobacz również:

1 komentarz:

  1. mgiełkę termo właśnie mam i faktycznie jest świetna :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy oddany komentarz.

Thank You.