CUDEŃKA LIPCA - ALTERRA- FLOS LEK-BIELENDA-ZIAJA-LIRENE-BELL-MANHATTAN-MUR-KOBO-ESSENCE - PIELĘGNACJA I KOLORÓWKA -

22:22 Ola Herman 5 Komentarzy


Lipiec będę wspominać jako intensywny miesiąc tych wakacji. Pomimo, że użyłam słowo wakacje, nie do końca można stwierdzić, że odpoczywałam. Pracowałam, zrobiłam praktyki, rozpoczęłam wiele przedsięwzięć w celu rozwinięcia swoich pasji. Był to miesiąc bardzo intensywny, wycisnęłam z niego każdą sekundę, co dało mi dużo satysfakcji i radości. W skrócie, opisałam wam ten miesiąc, a post o czym innym. Jak zawsze chcę zaprezentować Wam, parę kosmetycznych perełek, które używałam z wielką chęcią w lipcu i mam nadzieję, że w sierpniu będzie podobnie. Znajdzie się i pielęgnacja twarzy i coś z kolorówki. Myślę, że każdy znajdzie coś dla siebie. Jeżeli jesteście ciekawi to zapraszam.

Dwa produkty Alterry znowu zawojowały moją pielęgnację. Oprócz jednej wpadki z tą marką,chodzi o odżywkę do włosów, nie zawiodłam się na tych kosmetykach. Szczególnie, upodobałam sobie te do pielęgnacji twarzy. Emulsja oczyszczająca z granatem jest moim wielkim faworytem, opisywałam już ją wiele razy, więc nie będę się powtarzała. Szczegółową recenzję znajdziecie (tutaj). 
Za to, szczególną uwagę, wskazuję na ten krem na dzień. W swoim składzie, zawiera oliwę z oliwek, masło shea, ekstrakt z winogron. Nie zapycha, jest stworzony z ekologicznych, naturalnych składników. Odświeża i odmładza skórę. Czego chcieć więcej ? By zaprzeczyć komentarzom, czy aby nie jest za mały, przyznaję przecięłam go, by wydobyć całą zawartość. To oznacza tylko jedno, czyni go moim wielkim ulubieńcem. 

Kiedy wracam do domu, po całodniowym noszeniu soczewek, moje oczy są zmęczone i podpuchnięte. Wtedy z pomocą przychodzi żel pod oczy na sińce i obrzmienia Flos-lek. Koi, niweluje podrażnienia i opuchliznę.
Moim odkryciem, a zarazem skradzionym łupem z kosmetyczki mamy, jest krem pod oczy z Bielendy. Jeśli chodzi o likwidację zmarszczek, w takie bajki nie wierzę, ale w odżywioną, dotlenioną, jasną skórę pod oczami już tak. Bardzo polubiłam się z tym kremem. 
Teraz przyszedł czas na ,,zielone" produkty. Ziaja i Lirene ratowały mnie w kryzysowych sytuacjach, których było wiele. Jest lato, więc moja cera szaleje. Dlatego nie obyło się bez używania mojego wybawiciela, czyli peelingu z liści zielonej oliwki. Jest to bardzo dobry zdzierak, pomimo, że wcale nie oczekiwałam, aż tak dobrego działania. Krem do cery suchej, ratował mnie w sytuacji, kiedy moja skóra była nadzwyczajnie przesuszona. Sprawdzał się w tym  bardzo dobrze i nie zapychał co jest dla mnie najważniejsze. No i na koniec, jeden z lepszych toników to twarzy, jakie stosowałam, pięknie odświeża, przywraca optymalne ph skóry i oczyszcza. Do tego wszystkiego pachnie bardzo przyjemnie, nie dziwię się skoro zawiera, wyciąg z aloesu, ekstrakt z ogórka oraz lipy. 
Jeśli chodzi o kolorówkę, to bazowałam na super naturalnych makijażach. Zależało mi również na zmatowienie strefy T na większe wyjścia. A tak, to zachowywałam szeroko pojęty minimalizm. W szczególności w upały, nie chciało mi się nic nakładać. Pierwszym cudeńkiem jest hipoalergiczny krem cc Bell.  Pięknie się rozprowadza, nie smuży, nie robi zacieków, matuje, ale nie zapycha porów. Świetnie spisywał się do pracy, czy tez na codzienny lekkie odświeżenie koloru skóry. Do tego kredka do ust Essence, słynna już chyba na wszystkich kosmetycznych forach. Niezastąpiony numer 12.
Moim niezastąpionym pudrem, bez którego nie ruszałam się z domu stał się puder antybakteryjny Manhattan Clearface. Nie wiem jak mogłam, nie znać go wcześniej. Jest wspaniałym wykończeniem makijażu. Stapia się ze wszystkim, nie tworzy efektu maski, pięknie wygląda i równomiernie pokrywa twarz. Dodam najważniejsze, matowi moją strefę T i wytrzymuje to wszystko bardzo długo, nawet do pięciu godzin po aplikacji. 
Praktycznie używałam ją do wszystkich makijaży, jest to paletka czekoladowa MUR. Obszerną recenzję na jej temat znajdziecie (tutaj
No i na koniec, znowu wisienka, czyli puder koloryzujący - bronzer Kobo. Nasza rodzima marka wypuściła cudowny produkt. Ja posiadam Sahara Sand numerek 308. Pięknie podkreśla moje kości policzkowe, świetnie się nim konturuje, wygląda wspaniale, nie robi plam, nie osypuje się. W dodatku jest bardzo uniwersalny, już nie raz posłużył mi jako cień zastosowany na powiece. 
Mam nadzieję, że nie zawiodłam, i że coś Was zainteresowało, albo również przeczytałyście o swoim ulubieńcu. Ja się z wami żegnam i mam nadzieję, że spotkamy się w następnym wpisie. Trzymajcie się jakoś w te upały. Buziaki. ; )) 

Jeśli jeszcze się Wam nie znudziłam to zapraszam na mój - INSTAGRAM

Zobacz również:

5 komentarzy:

  1. Świetne cudeńka kosmetyczne :) ja mam kilka takich wirnych produktów i nie zamieniła bym ich na nic innego ;)
    PorcelainDesire

    OdpowiedzUsuń
  2. Wisienka - bronzer od dawna chodzi mi po głowie, ale jako, że nie mam do marki Kobo dostępu, zamówiłam Hoole z Benefitu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie daj znać, jak się sprawdza bronzer Benefitu, bo również mam na niego smaczka. :D

      Usuń
  3. Jako nastolatka uwielbiałam żele pod oczy Floslek :) charakteryzuje je delikatność i nie obciążają tej delikatnej skóry :)

    OdpowiedzUsuń
  4. U mnie ta emulsja Alterry się nie sprawdziła, ale ciekawi mnie krem do twarzy ; )

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy oddany komentarz.

Thank You.