DR IRENA ERIS PROVOKE LIFT FLUID

21:26 Ola Herman 2 Komentarzy

Ostatnio mam małą obsesję na punkcie podkładów liftingujących. Zdaję sobie sprawę z tego, że może wywołać  to pewną nutę  kontrowersji, czemu akurat taki typ fluidu dla tak młodej dziewczyny. Postaram się nakreślić trochę mój problem. Od lat zmagam się z rozszerzonymi porami, bliznami, ale mocno kryjące kremy tonujące stosowane latem zazwyczaj pogarszają stan mojej skóry. Po pewnym czasie ich ciężka konsystencja sprawia zatykanie porów, tworzenie się krostek, a to prowadzi do wielkiego pogorszenia mojego humoru. Wiadomo czemu.
Podkłady rozświetlające omijam szerokim łukiem, tak też zabrałam się do testowania podkładów lift, które są połączeniem krycia i lekkości. Cały czas szukam swojego świętego graala, i jak na razie niestety nie zanosi się na to bym go odnalazła. Pomimo wielu zalet podkładu Provoke Dr Ireny Eris, znalazłam parę minusów, a to już odbiera mu rekomendację do zostania mistrzem w tej konkurencji. 

Opis produktu:
Lift Fluid dzięki swojej lekkiej i płynnej konsystencji niezwykle gładko rozprowadza się na skórze i staje się niezauważalny. Natychmiast wygładza skórę i wyrównuje jej koloryt zapewniając świeży i nieskazitelny wygląd przez cały dzień (trwałość efektu do 16h. Badania in vivo Centrum Naukowo-Badawcze Dr Irena Eris
Ultralekka i nowoczesna formuła podkładu posiada również zalety zaawansowanego preparatu do pielęgnacji skóry: zawiera innowacyjny Renew Age Complex o działaniu odmładzającym i regenerującym, aby zapewnić skórze właściwe nawilżenie i młodzieńczą sprężystość zaawansowany technologicznie LIFTONINŸ-XPRESS, natychmiast wygładza drobne linie i pomaga skórze osiągnąć bardziej jędrny i wyrazisty wygląd.
Rezultat: Skóra perfekcyjnie wygładzona i ujędrniona, o wyrównanym kolorycie, z każdym dniem wyglądająca młodziej. Stopień krycia: lekki do średniego.

Cena: 85 zł/ 30 ml. IVORY 

Polecany do wszystkich typów cery. Nie zatyka porów. Testowany dermatologicznie.

Estetyczne mrożone szkło przyciąga uwagę, takie opakowania robią wrażenie i pięknie prezentują się na każdej toaletce. Zdecydowanie marketingowcy w tej kwestii się postarali. Pięknie wyglądająca oprawa podkładu przyciąga wzrok i kusi. Plus za pompkę, która bez zarzutu higienicznie aplikuje produkt. Najczęściej nakładam podkład pędzlem, dzięki temu uzyskuje najbardziej satysfakcjonujący mnie efekt. 

Przechodząc do konkretów, po nałożeniu na skórę, daje efekt satynowej cery. Dla osób z cerą tłustą brak matowego efektu na skórze z pewnością może być minusem, jednak ja daję mu ogromny plus za balans pomiędzy rozświetleniem, a zmatowieniem cery.  Fluid bardzo lekko się rozprowadza. Dodam tylko, że na pokrycie produktem twarzy wystarczy jedna pompka, a i czasami to zbyt dużo szczęścia. Spodziewałam się krycia maksymalnie lekkiego, a bez problemu można je budować aż do średniego. Dużych zmian w postaci rozległych przebarwień czy zmian trądzikowych podkład nie zakryje, ale z mniejszymi zmianami radzi sobie wyśmienicie. Tuszuje zaczerwienienia, a przy tym wygląda tak, jakby nasza skóra po prostu była zdrowa sama z siebie. Jednak skóra nie jest tak uszlachetniona jakbym sobie tego życzyła. Ujednolicenie i wygładzenie nie osiąga aż tak wysokiego poziomu. 

Gama kolorów, nie należy do wybitnie szerokiej. 
Dostępny jest w 4 odcieniach: 
- Ivory 00
- Natural 020
- Beige 030
- Opal 040 

Najjaśniejszy z dostępnych odcieni jest dla mnie w wersji saute (bez sztucznej opalenizny) o kilka tonów za ciemny. Dlatego dla dziewczyn o iście alabastrowej cerze i skórze, nawet najjaśniejszy kolor sprawi duży problem i niezadowolenie. 

Zapach może należeć do tych kontrowersyjnych i wywołujących skrajne emocje. Dla mnie jest bardzo wyczuwalny, kwiatowy. Z cerą alergiczną i wrażliwą na komponenty zapachowe sugerowałabym zachowanie czujności. 

Apetyt rośnie w miarę jedzenia tak też, kiedy zapragnęłam mieć matową wersję by sprawdzić jak sobie poradzi z moją kapryśną skórą jesienią - to bardziej sprzyjający klimat do cięższych podkładów. Okazało się jednak, że reszta świata zapragnęła tego samego i o zdobyciu najjaśniejszego odcienia można sobie co najwyżej pomarzyć... Zwłaszcza w czasie promocji w Rossmanie, gdzie pod regałami z kolorówką trwa babskie pandemonium. Jednak mam nadzieję, że w przyszłości przetestuję wersję matt i okaże się wyrozumiała do mojej problematycznej cery. 

Pozdrawiam Was serdecznie. ;) 

Zobacz również:

2 komentarze:

  1. Mam wersję rozświetlającą i bardzo lubię. Od niedawna mam również wersję matującą, ciekawa jestem jak się ona sprawdzi:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Macałam kiedyś te podkłądy, ale tak jak mówisz - nawet najjaśniejszy odcień byłby dla mnie zbyt ciemny ;(

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy oddany komentarz.

Thank You.