INGLOT II BAZA POD CIENIE EYE SHADOW KEEPER

23:59 Ola Herman 4 Komentarzy

Dobrze dobrana baza potrafi zdziałać cuda. Trwałość cieni i eyelinerów na moich powiekach, nie jest zbytnio powalająca. W przypadku, gdy ma się do czynienia z szybko przetłuszczającą się powieką, rolowanie cieni to codzienna zmora. A przecież zależy nam, żeby makijaż przetrwał cały dzień i  noc w niezmienionym stanie (nie tracił intensywności koloru, nie rolował), baza jest po prostu nieodzownym elementem.

Dostępna w czarnej, eleganckiej tubce, baza pod cienie Inglota ma zapewniać ekstremalną trwałość makijażu. W opakowaniu znajduję się 10 ml produktu, z 9 miesięczną datą ważności. Sądzę, że  tak duża pojemność spokojnie wystarczyłaby na o wiele więcej czasu. Wystarczy mała kropka bazy na pokrycie dwóch powiek. Po prawie trzy miesięcznym użytkowaniu ubytek jest niewiarygodnie mały.

Lubię, kiedy na powiece cienie trzymają się idealnie, więc dobra baza jest dla mnie nie zastąpionym punktem każdego makijażu. Zwłaszcza w makijażu nude, kiedy wszystko musi być idealnie dopracowane, barwy delikatne przenikają się swoimi beżami i lekkimi brązami. Na co dzień w świetle dziennym wszystko widać, każdy błąd i każdą nieprawidłowość. Cóż, baza musi być bardzo dobra. 
Baza ma jasno-cielisty kolor, jest dość śliska przy nakładaniu, a na powiece robi się praktycznie bezbarwna. I ta bezbarwna formuła bardzo mnie zmartwiła, przy powiekach z mocno widocznymi naczynkami, nie uzyskamy tak ładnego efektu jak przy użyciu korektora. By zapewnić jednolity kolor trzeba w takiej sytuacji nałożyć beżowy cień, który jednocześnie pozbawia bazy tak potrzebnej lepkości. Jednak formuła, która zapewnia duży  poślizg powoduje, że  łatwo ją nałożyć bez rozciągania delikatnej skóry. Jest bezzapachowa. Nie zawiera też parabenów ani aluminium.

Przy użyciu lepszych jakościowo cieni, baza do 4 godzin sprawdza się rewelacyjnie. Jednak nie na tyle bym wpadła w zachwyt. Nie odczuwam by w jakiś fenomenalny sposób podbijała kolory czy intensywność makijażu. I to jest w moich odczuciach bardzo rozczarowujące. Te rozczarowanie utrzymuje się również kiedy mam bardzo intensywny dzień, a moje powieki są poddawane  testom wytrzymałości długo godzinnym noszeniem makijażu w warunkach ekstremalnych. Cienie nie rolują się w jakiś dramatyczny sposób, jednak zaczynają powoli zanikać, rozciągać i odwarstwiać.
Czytając tak wiele przychylnych recenzji, nastawiłam się na genialny kosmetyk. Nie chce być aż tak mocno krytyczna, ponieważ to nie jest zła baza, ale tylko połowicznie spełniła moje oczekiwania.

Podzielcie się swoimi odczuciami, może u Was sprawdziła się lepiej ? Miłego wieczoru. 

Zobacz również:

4 komentarze:

  1. Również naczytałam się nie wiadomo jak pozytywnych opinii na jej temat, a teraz widzę, że to co najwyżej średniaczek jest ;) Ze swojej strony polecam jak zawsze Maybelline Color Tattoo wyłącznie w odcieniu Creme de Rose (akurat kończę testy baz pod cienie i ten odcień pobił słynną bazę z Too Faced, KIKO i Avon) ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. akurat cieni nie używam, więc takie kosmetyki są mi obce;)
    PorcelainDesire

    OdpowiedzUsuń
  3. Moje powieki są wręcz ekstremalnie tłuste i nic na nich nie trzyma się zbyt długo więc podejrzewam, że ta baza również nie dalabym rady ;( Jak dotąd najlepiej sprawdziła mi się z Too Faced ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy oddany komentarz.

Thank You.